Mai Mercado, duńska minister ds. opieki socjalnej, powołała specjalną grupę roboczą, która skupi się na ustaleniu praw i obowiązków, jakie przysługują prostytutkom. Najstarszy zawód świata znajdzie się w kręgu zainteresowań rady ministrów.

Mercado, słynąca z konserwatywnych poglądów, uważa, że osoby sprzedające własne usługi seksualne zasługują na lepsze warunki pracy. Wielu prostytutkom nie przysługują w zasadzie żadne prawa, a tym bardziej przywileje czy zasiłki. Mercado chce, by zawód ten nie był zajęciem uwłaczającym i niebezpiecznym.

Prostytucja nie jest uregulowana przez żadne przepisy, nie ma żadnego wpływu na emeryturę, a ludzie, którzy ją uprawiają, traktowani są jak obywatele gorszej kategorii. Pracownicy seksualni nie mają tych samych praw, co przedstawiciele innych zawodów.

„To obszar, w którym nie są przestrzegane nawet najbardziej podstawowe prawa”, zaznacza Mercado. „Oczekuje się, że wszyscy członkowie społeczeństwa duńskiego będą opłacali podatki, więc, moim zdaniem, przyznanie prostytutkom praw to nasz obowiązek. Chcemy też pomóc wszystkim tym, którzy pragną rozpocząć inne życie, znaleźć lepszą pracę.”

Prostytucja jest legalna na terenie Danii już od 1999 roku. Osoby pracujące w tej branży muszą zarejestrować się w urzędzie skarbowym jako przedsiębiorcy, a ich przychody ulegają opodatkowaniu. Zdaniem Mercado, można tu mówić o „podatku bez ustawowej podstawy prawnej” czy też bez reprezentacji w parlamencie.

„Prostytutki nie mają praw, a i tak płacą podatki. To czysta hipokryzja. Jednocześnie są to osoby wysoce narażone na przemoc. W pełni zasługują na naszą pomoc”, tłumaczyła minister na antenie stacji Danmarks Radio.

Rynek usług seksualnych jest kiepsko uregulowany z prawnego punktu widzenia i z tego powodu kojarzony bywa z widmem zagrożenia lub chorób wenerycznych.

Mercado przyjrzała się państwo sąsiednim oraz eksperymentom, jakie były w nich podejmowane (prostytucję próbowano m.in. ponownie uznać za nielegalną). Według minister, pozytywne skutki dla społeczeństwa może przynieść akceptacja prostytucji – a nie jej piętnowanie.

„Przyglądaliśmy się sytuacji społecznej w Szwecji. Doświadczenia tego kraju z prostytucją są co najmniej ciężkie. W branży seksualnej panuje tam przemoc i poczucie ciągłej niepewności, a jej przedstawiciele schodzą do podziemi. To zły kierunek”, powiedziała Mercado.

W 2013 roku, jeszcze jako reprezentantka parlamentu, Mercado wyraziła gotowość do wpisania prostytucji na państwową listę oficjalnie wykonywanych zawodów.

W wolnym tłumaczeniu oznaczałoby też, że prostytutki mogą zapisać się do funduszu ubezpieczającego od utraty pracy, mogą pobierać zasiłki dla bezrobotnych, a co najważniejsze, mogą uzyskać emeryturę. Choć nie każdy poparł Mercado na tym gruncie, pojawili się także sojusznicy.

Wspierający stosunek wykazał Sojusz Liberalny – od listopada 2016 roku należący do rządu. Rzeczniczka partii, Christina Egelund, opowiadała się za pomocą dla prostytutek i zrównaniem ich zawodu choćby z pracą urzędnika.

W 2011 roku przeprowadzone zostały rzetelne badania, które pomogły ustalić, że w Danii pracownikami seksualnymi jest ponad 3100 osób. W znakomitej większości były to kobiety. SFI (Narodowe Centrum Badań Społecznych) uwzględniło w tych liczbach tylko te prostytutki, które pracują – w mniejszym lub większym stopniu – zgodnie z prawem.

Pierwsze kroki w kierunku poprawy jakości pracy prostytutek mają zostać poczynione za około pół roku. Obecnie członkowie specjalnie powołanej grupy ministrów prowadzą konsultacje z odpowiednimi organizacjami i poznają szczegóły podobnych projektów z zagranicy.

-Reklama-