Matt Bayliss

Być może jest na to jakiś termin medyczny, ale jestem osobą, która po prostu słyszy słowa piosenek po swojemu.

Przez lata sądziłem, że utwór Michael Jacksona ‘Shake Your Body (Down To The Ground)’ to hołd złożony saudyjskiemu politykowi szejkowi Yamani.

Mnóstwo osób źle rozumie słowa piosenki Boba Dylana ‘Lay Lady Lay’, ale z pewnością tylko ja słyszałem, że zapraszał on kobietę do ‘położenia się na mojej szklanej głowie świni’ (lay across my pig’s glass head – Lay, lady, lay, lay across my big brass bed).

Lepiej mi szło ze zrozumieniem tekstów ABBY, gdyż śpiewali oni w języku obcym dla nich i zawsze wymawiali słowa bardzo dokładnie.

Na długo zanim zobaczyłem film ABBA: When All Is Said And Done wiedziałem już, że wiele tekstów ABBY opowiada o smutnych historiach ich małżeństw.

Nie wiem, czy film ten przekazywał dramatyczną historię czy po prostu był dramatycznym filmem dokumentalnym.

W filmie kilka osób, które znało i pracowało z legendarnym zespołem opowiada szczerze przed kamerą o historii ABBY, całość przeplatana jest odgrywanymi scenkami.

Scenki te były wyjątkowo groteskowe, gdyż do filmu zaangażowano brytyjskich aktorów udających Szwedów mówiących po angielsku.

Jak udowodniły filmów wojennych z wielu dekad, to nigdy nie jest łatwe zadanie.

Pamiętacie żołnierzy Niemieckich lub Rosyjskich mówiących po angielsku z niemieckim lub rosyjskim akcentem?

Nie wolelibyście mieć wtedy podpisów pod filmem?

Zobaczcie co BBC zrobiło z adaptacją serialu Wallander, gdzie wszyscy mówili po angielsku jak Anglicy, a tylko szczegóły tła przypominały, że wszystko dzieje się w Szwecji.

W przypadku przedstawiania historii ABBY myślałem, że rozwiązanie będzie prostsze.  

Można było zatrudnić szwedzkich aktorów, którzy mówiliby po angielsku, dokładnie tak jak robią to Szwedzi.

Albo można było nie zatrudniać aktorów w ogóle.

Były saksofonista oraz jedna kobieta przedstawiona jako przyjaciółka robili wszystko, aby jak najlepiej opowiedzieć historię, której najwyraźniej członkowie ABBY przedstawić nie chcieli, gdyż dla nich to mogło być zbyt trudne.

Szkoda, bo to jest bardzo ciekawa historia.

Najwyraźniej sława przytrafiła się czwórce młodych Szwedów tak szybko, że nawet nie zdążyli się zastanowić, czy to jest to czego pragną.

To stwierdzenie jest wyjątkowo prawdziwe w przypadku Agnetha (granej w filmie przez Siobhan Hewlett oraz Jo-Anne Stockham), utalentowanej piosenkarki, źle znoszą popularność, która nienawidziła latać samolotami i marzyła o cichym życiu rodzinnym.

Interesujące było także spojrzenie na tą historię opowiedzianą oczami kobiet, unikając wykresów pokazujących sukcesy i dylematów artystycznej działalności, które zazwyczaj pojawiają się w biograficznych historiach gwiazd muzyki.

Mnóstwo zespołów miało bardzo podobne historię swoich karier, więc według mnie ta historia jest za słaba na film dokumentalny oraz zbyt prosta i tandetna na dramat.