Mieszkańcy wioski w zachodniej Szwecji zostali praktycznie uwięzieni od dwóch tygodni w swoich domach z powodu inwazji agresywnych komarów.

Dwa tysiące osób zamieszkujących wioskę Deje w Värmland jest tak zdesperowanych, że w poniedziałek poskarżyli się na swoją gminę, że nie jest w stanie poradzić sobie z problemem.  

„Do samochodu i z powrotem do domu poruszamy się biegiem. Dzieci nie wychodzą się bawić na zewnątrz,” powiedziała dziennikarzom Jessica Helinder Moberg. „Nawet małe zwierzęta nie chcą wychodzić na zewnątrz. Nasz pies sika biegając na przednich łapach.”

Wyjątkowo duże opady śniegu tej zimy, które spowodowały wielkie wiosenne podtopienia jednocześnie stworzyły idealne warunki dla komarów wzdłuż Klarälven, rzeki płynącej przez Norwegię i Szwecję do jeziora Vänern.

Jeśli tylko na zewnątrz nie wieje wiatr, w ciągu kilku minut wszystkie odkryte powierzchnie ciała są pogryzione przez komary.

„Wszyscy mamy czerwone ślady po ugryzieniach komarów,” powiedziała Moberg. „Nasze dzieci nie mogą spać w nocy, bo wszystko je swędzi.”



Moberg, wraz z 50 innymi mieszkańcami, zdecydowała się złożyć skargę na lokalną gminę Forshaga do Szwedzkiego Urzędu Kanclerza, gdyż gmina pomimo corocznych skarg na komary nie podjęła żadnych działań.

„Od siedmiu lat obiecują nam opryski, ale jeszcze nigdy się one nie odbyły.”

Per Lawén, przewodniczący rady okręgowej, powiedziała gazecie Aftonbladet, że prowadzi ‘rozmowy’ z Janem Lundströmem, którego firma Nedab specjalizuje się w walce z komarami.

Lundström powiedział, że nie będzie pracował dla gminy Forshaga do czasu aż nie przeprosi ona za słabą współpracę, przy kontrakcie zwalczania komarów w 2009 roku.

„Władze zachowały się wtedy wyjątkowo fatalnie i nie zrobiły nic z tego co im wskazałem,” powiedział Lundström. „Lokalni politycy z gminy nie chcą ze mną rozmawiać. Więc ja nie zamierzam dla nich pracować.”