Mieszkańcy Sztokholmu popiera opłaty za coś, co było kiedyś darmowe

916
Gdy w 2006 r. w Sztokholmie wprowadzono opłatę za wjazd do centrum miasta większość mieszkańców była przeciw. Po kilku latach okazało się, że 70 proc. mieszkańców szwedzkiej stolicy popiera płacenie za coś, co wcześniej było za darmo. – Zamiast narzucać ludziom rozwiązanie, wystarczy popchnąć ich we właściwym kierunku, a sami zaadaptują się do nowych warunków. Jeśli zrobi się to właściwie, mogą to nawet polubić – wskazał Jonas Eliasson, szef tamtejszego miejskiego departamentu transportu, który opracował podstawy strefy płatnego wjazdu w stolicy Szwecji.

 

Eliasson opowiedział o szwedzkim pomyśle cztery lata temu, podczas jednej z konferencji TEDx, która odbywała się w Lozannie (TEDx Helvetia). Wtedy był jeszcze wykładowcą akademickim i doradcą przy dużych projektach transportowych, przy okazji których analizował spodziewane efekty zmian. Szefem sztokholmskiego departamentu transportu jest od marca tego roku.

Strefa płatnego wjazdu to jeden ze sposobów rozładowania korków w mieście. Polega na wyznaczeniu granic obszaru, zwykle centrum, których przekroczenie oznacza konieczność opłaty. Najsłynniejsza działa w Londynie. Sztokholm potrzebował rozwiązania problemu korków, bo jest miastem położonym na wyspach. Mosty między nimi to „wąskie gardła”, które powodowały korki.

Euro za most

– By rozwiązać skomplikowane problemy społeczne, w większości przypadków najlepiej jest stworzyć odpowiednią motywację. Bez planowania szczegółów. Ludzie zorientują się co robić, jak przystosować się do nowego systemu – tłumaczył Eliasson. Dodawał, że planiści na całym świecie. Projektując ruch drogowy, de facto projektują kierowcom życie. Tymczasem w Sztokholmie postanowiono rozwiązać problem w inny sposób.

W 2006 r. wprowadzono opłatę za przejazd mostami, która w różnych wersjach wynosiła od 1 do 2 euro. To stosunkowo niewiele, w porównaniu np. z opłatami parkingowymi, czy innymi kosztami, które ponoszą kierowcy, ale wystarczyło, by ruch samochodowy w newralgicznych miejscach spadł o 20 proc.

– Myślicie: „20 proc. to całkiem spora ilość, ale nadal pozostaje 80 proc. problemu do rozwiązania, czyli 80 proc., które powoduje korki”?. Błąd – tłumaczył zebranym w Lozannie słuchaczom. – Jeśli zmniejszy się ruch, nawet nieznacznie, zatłoczenie zacznie maleć szybciej niż myślicie – dodawał.

Okazało się, że efekt był nie tylko natychmiastowy, ale też trwały. Przez sześć kolejne lata ruch samochodowy utrzymywał się na niższym poziomie. Co nie mniej ciekawe, ponieważ w 2006 r. uruchomiono program pilotażowy, rok później, gdy go zakończono, ruch samochodowy w ciągu jednego dnia wrócił do stanu sprzed wprowadzenia opłaty, dlatego od 2008 r. przywrócono ją na stałe.

Płacę, więc lubię

Dla Eliassona najbardziej zaskakujący jest jednak stosunek do opłaty. – Kiedy ją wprowadzono 70 proc. populacji była przeciw. Ale potem niechęć do nich wcale nie rosła. Wręcz przeciwnie, zmalała. Obecnie 70 proc. popiera utrzymanie opłat. Powtórzę… 70 proc. mieszkańców Sztokholmu popiera opłaty za coś, co było kiedyś darmowe.

Dlaczego? Głównie dlatego, że kierowcom nie nakazano konkretnego zachowania. Sami dostosowali się do nowego sposobu poruszania się po mieście. Z odpowiedzi w ankiecie, którą przeprowadzono po zmianach, by dowiedzieć się kto przestał jeździć mostami… nic nie wynika. Żaden z kierowców nie przyznaje się, że zmienił swoje przyzwyczajenia.

– Z jakiegoś powodu kierowcy są przekonani, że jeżdżą tak samo jak przedtem. Dlaczego? Ponieważ wzorce podróży są znacznie mniej stałe, niż się wydaje. Co dzień ludzie decydują od nowa, zmieniają się, zmienia się świat wokół nich, i każdego dnia te decyzje lekko odsuwały kierowców od jazdy samochodem w godzinach szczytu, w sposób praktycznie nieodczuwalny. Oni sami nie są tego świadomi. Oznacza to, że zmniejszyliśmy ruch o 20%, w ogromnym stopniu zmniejszyliśmy zatłoczenie, a ludzie nie są nawet świadomi, że się zmienili, i szczerze wierzą, że lubili to od samego początku – zakończył Eliasson.