Kłótnia o skandynawskie śmieci

1202

Szwecja i Norwegia uwikłały się w poważny konflikt na temat kilkudziesięciu ciężarówek przekraczających codziennie granicę, załadowanych bardzo cennym ładunkiem: śmieciami.

Szwecja jest bardzo sumienna i skrupulatna, jeśli chodzi o segregowanie i recykling odpadów. W ostatnim czasie szwedzkim spalarniom śmieci, produkującym elektryczność dla 250 tysięcy mieszkańców i ciepło dla 950 tysięcy domów, brakuje paliwa do spalania, czyli po prostu śmieci.

W rezultacie tej sytuacji, Szwecja importuje 2 miliony ton odpadów rocznie, głównie z sąsiedniej Norwegii, ale także z Wielkiej Brytanii, Holandii, Finlandii, Danii oraz Irlandii.

„To działa tak jak rynek zwykłych towarów,” wyjaśnia Weine Wiqvist, przewodniczący Szwedzkiego Stowarzyszenia Gospodarki Odpadami i Recyklingu reprezentujący cała branżę.

„Transport odpadów pomiędzy różnymi krajami, to biznes kierujący się zasadami popytu i podaży.”

Nietypowe w tym biznesie jest to, że to eksporterzy, np. lokalne samorządy, zakładu przemysłowe, płacą importerom za spalenie ich „produktów”.

Spalarnie śmieci powstawały w ostatnich latach w Szwecji jak grzyby po deszczu, więc znacznie obniżyło to ceny na rynku, co z kolei spowodowało, że norweskie gminy z napiętymi budżetami, zaczęły wysyłać swoje śmieci do spalenia za granicę.

Doprowadziło to do powstania dość absurdalnych sytuacji.

Norweska gmina Voss położona na zachodnim wybrzeżu wysyła swoje odpady do Jonkoping, około 800 kilometrów dalej, w centralnej Szwecji, pomimo tego, że w odległości 100 kilometrów od Voss, w Bergen jest norweska spalarnia.

Norweskie firmy zajmujące się gospodarką odpadami oskarżają podobne firmy w Szwecji o stosowanie dumpingowych cen, co uniemożliwia Norwegom rozwijanie własnego przemysłu i blokuje wysiłki włożone w budowanie ekologicznej sieci ogrzewania domów.

„Piwo i tytoń to nie jedyne towary tańsze w Szwecji. Zarządzanie odpadami także jest tam tańsze,” powiedział Odd Terje Dovik, dyrektor zakładów spalających śmieci Returkraft, położonych w południowym norweskim mieście Kristiansand.

„Norweskie zakłady, żeby mieć co przerabiać muszą sprowadzać odpady z Wielkiej Brytanii,” dodał.

Transport odpadów oznacza dodatkowe zanieczyszczanie środowiska, co jednak nie przeszkadza Szwedom bronić swoich praktyk.

„Było na ten temat przeprowadzonych wiele badań i wnioski są takie, że transport odpadów nie ma praktycznie wpływu na zanieczyszczenie środowiska,” uważa Wiqvist.

„To bardzo mało w porównaniu z oszczędnościami osiągniętymi dzięki wywiezieniu odpadów z kraju, które inaczej byłyby składowane na wysypisku, i użyciu ich, jako paliwa, co pozwala zaoszczędzić paliwa takie jak gaz albo węgiel ,” dodał.

Według Szwedzkiego Stowarzyszenia Gospodarki Odpadami i Recyklingu trzy tony odpadów stanowią ekwiwalent jednej tony ropy lub dwóch ton węgla.

Na składowiskach odpadów powstają duże ilości metanu, jednego z najgroźniejszych gazów cieplarnianych, co stanowi poważne zagrożenia dla klimatu. Norwegowie nie przyjmują takiego argumentu, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, która w 2009 roku zakazała tworzenia wysypisk śmieci.

„Spalanie śmieci w Szwecji stało się tak opłacalne, że paraliżuje rozwój sortowania i recyklingu odpadów w Norwegii, statystki pokazują, że zmierzamy w złym kierunku,” narzeka Dovik.

Według oficjalnych danych, poziom recyklingu odpadów z norweskich gospodarstw domowych spadł do 37 z 44 procent, notowanych 6 lat temu.

„Środowisko zyskałoby dużo, gdyby szwedzkie spalarnie pozyskiwały śmieci w Europie Wschodniej, gdzie jedyną alternatywą są wysypiska śmieci a nie w Norwegii,” dodał Dovik.

Pomimo dyrektywy Unii Europejskiej zmierzającej do zmniejszenia ilości śmieci wrzucanych na wysypiska odpadów do 2025, co roku trafia na nie ponad 100 milionów ton odpadów.

„Wielkie ilości śmieci marnują się w Europie,” uważa Helge Ziolkowski ze Szwedzkiej Agencji Ochrony Środowiska.

Facebook

Komentarz

Bądź pierwszym który skomentuje

avatar
wpDiscuz