Hobro. Wieloryb, który przez dziesięć dni pływał w pobliżu miejscowego portu, a potem zdechł, został wyłowiony na brzeg. We wtorek kilkuset gapiów przyglądało się, jak wieloryb jest patroszony.

Morten Tange Olsen, pracownik Duńskiego Muzeum Historii Naturalnej, rozmawiał z agencją prasową Ritzau. W jego opinii przyczyna zgonu zwierzęcia pozostaje zagadką. W żołądku wieloryba nie znaleziono plastiku, ani innych szkodliwych substancji.

Na miejscu zdarzenia znajdowała się weterynarz, która przeprowadziła na martwej rybie specjalne testy. Kobieta pobrała odpowiednie próbki z organizmu wieloryba i wkrótce podda je analizie.

„Nasze wstępne wnioski są takie, że nie było żadnej bezpośredniej przyczyny zgonu”, oznajmił Olsen.

Zwłoki zostaną zbadane przez pracowników Uniwersytetu w Kopenhadze, Uniwersytetu Południowej Danii oraz Uniwersytetu w Aarhus. Dodatkowe badania obejmą krtań wieloryba – w ten sposób naukowcy chcą lepiej zrozumieć, w jaki sposób dany gatunek produkuje i wydaje z siebie dźwięki.

Analizie poddane będzie równie serce wodnego ssaka. W ten sposób uczestnicy testów chcą rozwinąć swoją wiedzę na temat chorób serca u ludzi – przyczyny choroby u obu gatunków mogą bowiem być podobne.

Być może to ogląd serca podpowie naukowcom, co doprowadziło do zgonu wieloryba.

„Kardiolog dostrzegł już pewne znaki, które – przynajmniej u człowieka – sugerowałyby chorobę serca. W tym przypadku konieczne będą dalsze badania”, powiedział Olsen.

Płetwal czerniakowy miał mieć 10 metrów długości, ale we wtorek te dane zostały ostatecznie zweryfikowane (na 7,7 m). Specjaliści szacują, że wieloryb był młody – mógł mieć około dwa lata.

Sejwal po raz pierwszy został zauważony 27 listopada w okolicy fiordu Mariager. Wieloryb osiadł na płyciźnie, ale przy pomocy ludzi zdołał ponownie dostać się na głęboką wodę. Niestety, nie wrócił w miejsce swojego naturalnego pobytu i zdechł po dziesięciu dniach.

Patroszenie zwierząt w miejscu publicznym jest w Danii postrzegane za czyn kontrowersyjny – nawet, gdy nadaje się mu aspekt edukacyjny. To właśnie ze względu na społeczną wrażliwość akt cięcia brzucha ryby pomiędzy ludźmi wydaje się zaskoczeniem.

W 2015 r. w Odense Zoo, na południu kraju, wypatroszony został martwy lew, a zdarzeniu przyglądały się dzieci w wieku szkolnym. Światowe media krytykowały dyrektorów placówki, choć rzekomo była to regularnie wykonywana czynność.

-Reklama-