Kungälv. Bojowo nastawieni antyfaszyści przybyli na marsz neonazistów, by zakłócić publiczną demonstrację. Zgromadzenie zorganizował Nordycki Ruch Oporu – a więc agresywna grupa o silnie eurosceptycznych poglądach. Rzucano petardami, granatami dymnymi, a nawet kamieniami, w wyniku czego ucierpiały policyjne konie.

Do zdarzenia doszło w miejscowości Kungälv, na południowym zachodzie Szwecji, nieopodal placu Nytorget.

„Nordycki Ruch Oporu maszerował ulicami miasta i natknął się na kontrdemonstrację. W ruch poszły między innymi petardy. Niektórzy policjanci oberwali kamieniami” – czytamy na stronie miejscowego komisariatu.

Anna Göransson, rzeczniczka policji, ujawniła, że osiemnastu kontrdemonstrantów trafiło do aresztu. Policjanci musieli chronić maszerujących neonazistów, osłaniając ich wiec samochodami.

Inspektor Christer Fuxborg rozmawiał z dziennikarzami „Expressen” i zaznaczył, że osoby rzucające kamieniami „zachowywały się jak tchórze”.

Gdy wydawało się, że wiec będzie wreszcie mógł zostać spokojnie poprowadzony, kolejni kontrdemonstranci uderzyli ponownie. Śpiewali, przekrzykiwali się i zakłócali porządek publiczny.

Około południa w marszu uczestniczyło już pięciuset kontrdemonstrantów, choć nie uzyskali oni pozwolenia na swój pochód.

Grupa wyróżniała się wyglądem. Niektórzy nosili maski Antify, inni przebrali się w cyrkowe stroje. Pewne osoby miały ze sobą tęczowe flagi, a inne ubrane były w całości na czarno. Policjanci nakazali członkom grupy ściągnąć maski z twarzy, bo uniemożliwiały identyfikację.

W oficjalnym pochodzie neonazistowskim uczestniczyło mniej osób: naliczono ich około trzystu. Uczestnicy tego zgrupowania zachowywali się agresywnie. Dwie osoby zostały aresztowane, bo dźgnęły nożem swoich przeciwników.

Szwedzka minister kultury Amanda Lind – reprezentująca Partię Zielonych – przyjechała do Kungälv specjalnie po to, aby dołączyć do kontrdemonstrantów i okazać swoje poparcie.

„To bardzo ważne, abyśmy przeciwstawili się nazistom i pokazali, jak wielu nas jest. A jest nas po prostu więcej”, powiedziała w wywiadzie dla TT News Agency. „Nie uda nam się pokonać grup nazistowskich, jeśli będziemy siedzieć cicho.”

Annie Lööf, dowodząca Partią Centrum, miała pojawić się na demonstracji i wygłosić przemowę z okazji Święta Pracy. To miała być zarazem okazja do okazania sprzeciwu wobec partii nieliberalnych i skrajnie prawicowych.

Później zorganizowana została druga demonstracja – tym razem w mieście Ludvika. Przyszło na nią od 130 do 150 neonazistów.

Kungälv leży na północ od Göteborga, a Ludvika – w środkowej Szwecji. Oba miasta są dla „kultury” neonazistowskiej ważnymi ośrodkami. Neonaziści mają też swoją partię polityczną, ale podczas wyborów nawet w obu tych miastach nie uzyskali znacznego poparcia głosujących. Liczba głosów, oddanych na neonazistów, była tak niska, że ich reprezentanci nie dostali się nawet do rad miejskich.

Fuxborg zaznacza, że policjanci stale monitorują działalność ugrupowań neonazistowskich.

„Mamy ustawy dotyczące przestępstw wynikających z nienawiści do danej grupy mniejszościowej – neonaziści często je łamią”, powiedział Fuxborg.

W przeszłości demonstracje organizowane przez neonazistów często miały brutalny przebieg. W 2017 roku w Göteborgu grupa ta przeszła przez lokalne targi literackie i wywołała zamieszki, bo na targach zakazano sprzedaży książek skrajnie prawicowych wydawców. Następnie protestujący zaatakowali policjantów, siejąc niepokój publiczny.

Tego samego roku grupa neonazistów wtargnęła na festiwal Almedalen i zakłóciła przemowę Anny Kinberg Batry, Isabelli Lövin oraz Gustava Fridolina.